środa, 16 czerwca 2010

Polecamy

We wtorek w Pałacu Herbsta - w oddziale Muzeum Sztuki otwarto wystawę "Michałowski i Goya"




Będzie można obejrzeć 65 grafik Francisco Goi z serii "Okropności Wojny" zestawionych z pracami Piotra Michałkowskiego, który malował między innymi portrety Napoleona.

Wspólnym tematem dla obu artystów była napoleońska kampania w Hiszpanii (1808-1813), w której brały udział również polskie oddziały.

Droższe tankowanie w ramach ochrony środowiska


Dziennik.pl donosi:



"Czeka nas kolejna podwyżka cen paliw. Komisja Europejska zdecydowała bowiem wczoraj o wprowadzeniu systemu
certyfikacji biokomponentów dodawanych do paliw, co zahamuje import taniego
surowca do UE. Produkcja paliw będzie więc droższa a ceny skoczą o kilka groszy na litrze.

Jak tłumaczą w KE decyzja w sprawie certyfikacji biopaliw ma przyczynić się do redukcji gazów cieplarnianych oraz ochrony roślin rosnących w lasach, bagnach i tzw. obszarach przyrody, m.in. w krajach Ameryki Południowej. Jej konsekwencje odczują jednak kierowcy w całej Europie, w tym w Polsce, i to już w przyszłym roku. Nowy system certyfikacyjny, który zacznie obowiązywać w grudniu 2010 r., spowoduje, że ceny paliw na stacjach wzrosną. Eksperci szacują, że podwyżka wyniesie kilka groszy na litrze.

Marlene Holzner, rzecznik Günthera Oettingera, komisarz UE ds. energii, nie ukrywa, że koszty produkcji paliw zawierających biokomponenty będą wyższe niż obecnie. "Kraje członkowskie mają jednak możliwości zastosowania dla producentów ulg podatkowych, co obniży koszty
" - przekonuje.

W Polsce koncerny korzystają już jednak z tego typu ulgi, a resort gospodarki nie przewiduje jej zwiększenia. Kraje Unii Europejskiej zdecydowały się na nowe przepisy
przede wszystkim z uwagi na ochronę środowiska."


Bardzo ciekawe - certyfikowanie biopaliw i dodatkowe opłaty za benzynę przyczynią się do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska. A wydawało mi się, że Europa ma teraz realny problem z Euro i kryzysem, a nie zbyt dużą ilością gazów cieplarnianych w atmosferze.
Spójrzmy prawdzie w oczy - KE traktuje nas jak bezmyślnych naiwniaków.
S.K

piątek, 4 czerwca 2010

Dziwny rok

"Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki. Nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. W południowych województwach lody nie popętały wcale wód, które podsycane topniejącym każdego ranka śniegiem wystąpiły z łożysk i pozalewały brzegi. Padały częste deszcze. Step rozmókł i zmienił się w wielką kałużę, słońce zaś w południe dogrzewało tak mocno, że - dziw nad dziwy! - w województwie bracławskim i na Dzikich Polach zielona ruń okryła stepy i rozłogi już w połowie grudnia. Roje po pasiekach poczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach. Gdy więc tak porządek przyrodzenia zdawał się być wcale odwróconym, wszyscy na Rusi oczekując niezwykłych zdarzeń zwracali niespokojny umysł i oczy szczególniej ku Dzikim Polom, od których łatwiej niźli skądinąd mogło się ukazać niebezpieczeństwo."



"Patrzmy więc w niebo! Warto częściej i z większą uwagą spoglądać... w niebo! I to nad własną głową! Zwłaszcza, że któregoś pięknego poranka lub popołudnia na własne oczy moglibyśmy na nim zaobserwować coś tak niewiarygodnie oczywistego jak np. sztuczne wywoływanie przy użyciu samolotów zmian pogodowych. Jak planowe wzbudzanie różnych zjawisk atmosferycznych o czasowo późniejszych - i jednak już możliwych do przewidzenia - skutkach. Zjawisk, o wywoływaniu których na tak szeroką skalę nie tylko, że dotąd mogliśmy nie mieć najmniejszego pojęcia, ale i o których wciąż nie możemy mieć prawie żadnej głębszej wiedzy. Nie mówiąc już o żadnej oficjalnie na ten temat podawanej nam w mediach informacji."

"Z wielu rejonów Polski, a zwłaszcza z miejsc na terenach dotkniętych w ostatnim okresie ulewnymi deszczami i burzami, otrzymujemy od licznych osób niepokojące sygnały. Według tych - pokrywających się ze sobą informacji - wszystkie one mówią o pojawianiu się co pewien czas samolotów pozostawiających za sobą dziwne smugi na niebie. Według naocznych świadków samoloty te widoczne były w tych rejonach polskiej przestrzeni powietrznej, w których - wkrótce po ich przelocie - powstawały niespodziewanie potężne chmury deszczowe i niebawem występowały nadzwyczaj obfite opady."

piątek, 28 maja 2010

"Dobry rząd to rząd który niewiele rządzi" H.D Thoreau



Wykluczony, zmarginalizowany, bywa, że wyśmiewany a na pewno nie traktowany zbyt poważnie - Korwin Mikke jest jedynym konsekwentnym i niezłomnym piewcą idei libertariańskiej w Polsce.
Idei na której przyjęcie niewielu potrafi się odważyć, bo w swoim zamyśle godzi ona we wszystko do czego większość jest przyzwyczajona.

środa, 26 maja 2010

Pelikan Księżycowy


Nie każdy o tym wie, że na Księżycu żyją dwa pelikany. Chociaż to zupełnie niewiarygodne, zapewniam, że jest to prawda.


Pelikany te są przedstawicielami bardzo rzadkiego we wszechświecie gatunku pelikana księżycowego. Jest to gatunek tak rzadki, że rzadszy chyba niż samo życie w kosmosie. Dla nas - ziemian, gatunek ten może się wydawać niezwykle dziwny. Przeciętny osobnik żyje 10 milionów lat ziemskich. W przeciągu tak długiego, jakby się nam mogło wydawać czasu, pelikan księżycowy zajmuje się tylko dwiema sprawami: poszukiwaniem pokarmu oraz zalotami (w celach rozrodczych). Nasze dwa księżycowe pelikany większość czasu spędzają na poszukiwaniu ryby. Te zkolei są równie rzadko spotykane, lecz nie tyle w całym kosmosie, co po prostu na Księżycu. Ryba zawsze będzie w wodzie, zatem pelikany wypatrują jej w pierwszej kolejności. Problem (przynajmniej jakby się mogło nam wydawać) w tym, że zbiornik wodny, w którym mogłaby powstać ryba pojawia się na Żsiężycu raz na milion lat.
Nasze dwa pelikany, po tym jak już znajdą rybę i się nią pożywią, są najedzone przez około pół milona lat, który i tak na wszelki wypadek spędzają na poszukiwaniach kolejnej ryby.
Z naszej dwójki - jeden jest płci męskiej, drugi żeńskiej. Żyją w parze przez okres całego życia, jednak samica pelikana księżycowego ma taką cechę, że bardzo długo weryfikuje zaloty kandydata do rozrodu. Ponieważ poza poszukiwaniami i polowaniami, nie zostaje pelikanom księżycowym wiele do roboty, samiec podejmuje rozmaite próby przekonania do siebie swojej, oczywistej w tym przypadku wybranki. W wolnych chwilach potrafi pięknie zaśpiewać, opowiedzieć dowcip, zabrać na spacer. W trakcie polowania - przejmuje inicjatywę. Leci pierwszy i samotnie rzuca się do spenetrowania szczelin i jaskiń, w których może być woda, więc może być ryba. Ponieważ w większości przypadków nic nie znajduje,jest to gest zdejmujący z wybranki przymus zbędnego fatygowania się.
Samica przez tysiące lat pozostaje nieczuła na podrywy swego towarzysza, toteż musi on niekiedy zmieniać swoją strategię. Bywa, że się obraża i wtedy znika na przykład na sto lat i w ogóle się nie pokazuje. Strasznie się wtedy nudzi, ale konsekwentnie odczekuje zaplanowany czas, sprytnie odmierzony na wzbudzenie w samicy poczucia tęsknoty. Strategia ta, na przestrzeni kilku milionów lat okazuje się skuteczna, jeśli wykorzystywana jest w odpowiednich momentach.
Samica do wszystkich zabiegów pana Pelikana podchodzi w spoób nieziemsko poważny. Ma do nich stosunek niemalże badawczy. Każde z zachowań pana Pelikana jest dokładnie analizowane przez panią Pelikan. Nieustannie wystawia ona swego adoratora na próbę. To prawdziwy test cierpliwości, bowiem cały proces trwa miliony lat.
Pewnego razu stała się rzecz niespodziewana. Pani Pelikan podleciała jakoś tak blisko do pana Pelikana, że chyba jeszcze nigdy nie lecieli tak blisko siebie. Pan Pelikan uśmiechnął się, łza wzruszenia spłynęla mu z oka po dziobie. Pani Pelikan również uroniła łzę szczęścia i zaraz potem zaczęli poszukiwać swojej ryby. Minęło osiem milionów lat.

czwartek, 11 marca 2010

Rousseau i kino eksperymentalne

W powszechnie znanym i wielokrotnie cytowanym fragmencie "Rozprawy o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi" Rousseau stwierdza, że "ten, kto pierwszy ogrodził kawałek ziemi, powiedział «to moje» i znalazł ludzi dość naiwnych, by mu uwierzyć, był prawdziwym założycielem społeczeństwa. Iluż to zbrodni, wojen, morderstw, ile nędzy i grozy byłby rodzajowi ludzkiemu oszczędził ten, kto by kołki wyrwał lub rów zasypał i zawołał do otoczenia: «Uwaga! Nie słuchajcie tego oszusta; będziecie zgubieni, gdy zapomnicie, że płody do wszystkich, a ziemia do nikogo.»”

Sto lat później w eseju "Co to jest własność?" Pierre Proudhon w równie kategoryczny sposób zawyrokował: "własność to kradzież".

Po wynotowaniu na marginesie tych dwóch cytatów z historii idei przejdźmy do historii kina. Prezentujemy nagrodzony Oscarem krótki film "Neighbours" nakręcony w 1952 roku, czyli dwieście lat po Rousseau. Reżyserem i producentem był Kanadyjczyk szkockiego pochodzenia Norman McLaren. W roli sąsiada po prawej występuje Grant Munro, zaś jako sąsiad po lewej Jean Paul Ladouceur. Warto zwrócić uwagę na technikę, w której film został wykonany oraz towarzyszącą obrazowi muzykę.

McLaren nie ukrywał politycznego przesłania swego dzieła. Mimo to kopia nagrodzona Oscarem została ocenzurowana. Wycięto scenę okrutnego znęcania się przez obu sąsiadów nad żoną i dzieckiem swego rywala.

Korespondencja zachodząca pomiędzy filozofią Rousseau i filmem McLarena wydaje się oczywista. Jest więc własność prywatna kradzieżą i przyczyną wszelkich wojen?

wtorek, 9 marca 2010

Let loose from the leash to hunt the Bolshevik beast



"Let loose from the leash
To hunt the Bolshevik beast
We paid in blood
We paid in blood
For those who repent
We wait there too
For a free Europe
We drive East...
We drive East..."



"We drive east" - zupełnie niesamowite nagranie z koncertu w Londynie w 1982 roku!

Przy okazji wszystkim zainteresowanym twórczością Di6 polecamy “Symbols And Clouds - Euro Cross Commemorative Edition”. Limitowane do tysiąca egzemplarzy wydanie zawiera między innymi megahity wszystkich dyskotek lat dziewięćdziesiątych, czyli takie albumy jak “But, what ends when the symbols shatter?” i “Rose clouds of Holocaust", ponadto sporo bonusowych nagrań. Oprócz tego rozmaite gadżety, a wśród nich naszywka z logo formacji. Wszystko to zapakowane w kamienny box w kształcie krzyża. Dla prawdziwych fanów totenpopu!